Przez chroniczny brak czasu zaniedbałam ostatnio deserowo-wypiekową sferę mojej kuchni. Cierpi mąż, cierpi dziecię, a najbardziej cierpię JA! Poza oczywistymi i wszystkim dobrze znanymi pochłaniaczami czasu jak wieczne ogarnianie siebie, domu, trzody domowej, rzeczywistości... pojawił się kolejny - wypiek chleba. Nie miała baba kłopotu - wyhodowała sobie zakwas ;) Od kilku dni skutecznie marnuję...
W czasach dość odległych, kiedy byłam młoda i piękna, a czas dzieliłam pomiędzy moje trzy byty (my, myself and I), popełniłam taką oto tartę limonkową. Wtedy kalorie nie miały większego znaczenia, a skondensowane mleko i ilość żółtek nie robiły na mnie kompletnie żadnego wrażenia. Ehhh... szkoda, że te czas poszły w zapomnienie...
Hurra! Właśnie odnalazłam w czeluściach folderów i zapomnianych katalogów swój stary przepis na mega szybką i smakowitą zupę-krem dla bobasa. Naszej małej Zo wyjątkowo smakowała, a nie wszystko co płynne spotyka się z jej aprobatą. Nasza córa to wybitny mięsożerca i antyzupiarz. Wprawdzie już od dawna nie mamy potrzeby blendować posiłków, to jednak...